wtorek, 11 lutego 2014

Dina Rubina, Po słonecznej stronie ulicy




Dina Rubina, Po słonecznej stronie ulicy, tłum. Margarita Bartosik, wyd. MUZA

Z pisarstwem Diny Rubiny miałam do czynienia tylko raz, przy okazji „Białego gołąbka z Kordoby” (który ma pewne punkty styczne z książką „Po słonecznej stronie ulicy”, jak widać charakterystyczne dla pióra Rubiny). Bohaterem „Białego gołąbka...” był utalentowany profesor Uniwersytetu Jerozolimskiego, genialny fałszerz obrazów o rosyjskich, żydowskich i hiszpańskich korzeniach *. Połączenie świata sztuki z sensacją i zgłębianie tajemnicy własnego pochodzenia złożyły się na niezwykle pociągającą kombinację. Do tego jeszcze zabarwioną melodyką i emocjonalnością cechującą język rosyjski. Dlaczego rosyjski? Dlatego, że Dina Rubina, obecnie mieszkanka Jerozolimy, urodziła się w latach powojennych w radzieckim Taszkiencie i to właśnie rosyjski jest językiem jej dzieciństwa i młodości, a mieszkańcy Związku Radzieckiego są bohaterami jej powieści. Ich losy są skomplikowane przez życie w takich a nie innych warunkach, naznaczone na zawsze wojną i porewolucyjnym chaosem. A jednak w książkach Rubiny nie ma goryczy. Pojawia się raczej chęć przywrócenia równowagi zachwianej przez wielką historię, która kapryśnie poprzerzucała masy ludzkie z jednego końca kraju na drugi - tego zagłodziła, tamtą wywiozła w nieznanym kierunku, temu pozwoliła przeżyć. Nadrzędnym pragnieniem autorki wydaje się być złączenie zerwanych przez nadrzędne siły więzi rodzinnych, chociaż w tej materii pisarka jest bardziej hojna dla swoich czytelników niż bohaterów – tym drugim odkrywa tylko część prawdy. Nie inaczej jest w książce „Po słonecznej stronie ulicy”, która przy okazji stanowi hołd wobec uzbeckiego Taszkientu, z jego szemrzącymi wodą arykami, drzewami ocieniającymi ulice latem, które trwa tu niemal cały rok z przerwą na ostrą zimę, i wypełnionego wielonarodowym tłumem złożonym z Uzbeków, Rosjan, Greków, Koreańczyków i innych nacji.
Główną bohaterką książki jest Wiera Szczegłowa, córka kryminalistki i awanturnicy Katii, utalentowana malarka, którą bardziej niż jedzenie i ubrania zajmuje mieszanie farb, nakładanie kolorów, nauka rysunku. Widziana jest oczami innej taszkientki, pisarki i dziennikarki, która od dziecka podpatruje niepokorną Wierę, kreśląc jednocześnie tęskny obraz Taszkientu, którego największym nieszczęściem było nie trzęsienie ziemi, ale radziecka odbudowa miasta, która bezpowrotnie zmieniła jego swojski charakter. Narratorka uzupełnia swoją opowieść relacjami innych taszkientczyków, nie spuszczając z oczu Wiery, której losy przedstawia w sposób pełen emocji, z wiedzą znacznie wykraczającą poza doświadczenie osoby postronnej oraz bez zachowania chronologii. Powoduje to, że wielokrotnie jesteśmy zaskakiwani zmianą optyki tych samych, wydawałoby się dobrze znanych wydarzeń. Nic jednak nie przebije tego, co Wiera odkrywa przez przypadek na temat swojej matki, wiecznie złej, chytrej, głodnej wszystkiego Katii. W jej historii odbija się prawda o rewolucji październikowej, która odebrała jej tożsamość oraz oblężenie Leningradu, które w okrutny sposób pozbawiło ją miłości i miejsca na ziemi. Co prawda relacja matka-córka nie jest najważniejszym wątkiem tej powieści, niemniej znacząco wpłynęła na dzieje Wiery, jej charakter i wybory życiowe.
Myślę, że to wystarczy, by przekonać Was, że „Po słonecznej stronie ulicy” jest lekturą nietuzinkową.

Piosenka, której powieść zawdzięcza tytuł:



* chętnych zapraszam do przeczytania recenzji „Białego gołąbka z Kordoby” 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz