sobota, 28 lutego 2015

Mons Kallentoft, Duchy wiatru




Mons Kallentoft, Duchy wiatru, tłum. Anna Krochmal i Robert Kędzierski, wyd. Dom Wydawniczy REBIS

Niepełnosprawny staruszek wiesza się na kablu od dzwonka przywołującego pielęgniarkę. Samobójstwo? Być może, gdyby nie to, że zmarły miał w sobie dużą chęć do życia i ciekawość świata. Ba, jeszcze niedawno wysyłał listy krytykujące prywatną spółkę, która wykupiła za bezcen wiele państwowych domów starców, w tym także ten, w którym mieszkał. Po sekcji zwłok policja nie ma wątpliwości, że Konrad Karlsson nie zginął z własnej ręki. Brzmi to intrygująco, prawda? Ale „Duchy wiatru” to coś więcej niż tylko dobry pomysł na fabułę i kilka odpowiedzi do wyboru na pytanie: kto zabił? A to już zasługa autora powieści, kolejnej z cyklu, w której pojawia się komisarz Malin Fors.

Mons Kallentoft należy do tych skandynawskich pisarzy, dzięki którym literatura sensacyjna przestała być czczą rozrywką służącą zabijaniu czasu, a kryminały banalnymi czytadłami. Do tego Kallentoft wypracował swój własny wyrazisty styl, który wyróżnia go z tego i tak znakomitego grona. Zgrabna intryga jest tylko jego częścią, podobnie jak postać głównej bohaterki, Malin Fors. Fabuła pomysłowo nie skupia się wyłącznie na nich, chociaż to oczywiście oni są najważniejsi. Poszczególne rozdziały lub ich części to także wgląd w psychikę i życiowe sprawy mniej lub bardziej drugorzędnych postaci, co delikatnie sugeruje, że przełom może (ale nie musi) nastąpić z ich strony. Różne postawy i doświadczenia, bieżące przemyślenia to także sposób na pokazanie, że treść książki nie ogranicza się tylko do sprawy morderstwa, ale ma psychologiczną głębię, ważni są w niej ludzie jako tacy. Kallentoft oddaje głos nawet zmarłemu, który po śmierci obserwuje działania żywych, wspomina i rozlicza się z ziemską przeszłością. Nieprzypadkową dezorientację wprowadza również nieznany z imienia i nazwiska narrator, emocjonalny, chaotycznie wyrażający myśli, niepewny ostatecznego celu, do którego zmierza.

Mons Kallentoft stara się jak najnaturalniej oddać specyfikę prawdziwego życia, które - nawet wśród policjantów - nie kręci się tylko wokół przestępstw. Plusem jest też to, że jego powieści można czytać niezależnie od siebie. Wnioskuję to po „Duchach wiatru”, które mimo pewnych wzmianek o wydarzeniach z przeszłości, nie robią wrażenia historii wyrwanej z większej całości. Niemniej przyznaję, że z pewnymi wątkami dotyczącymi Malin Fors i jej kolegów z pracy chętnie bym się bliżej zapoznała. Tak jak z pomysłami Kallentofta na inne zbrodnie, które - być może tak jak w „Duchach wiatru” - są punktem wyjścia do pokazania jakiejś szerszej perspektywy, zwrócenia uwagi na jakiś ważny społecznie problem. W „Duchach wiatru” jest to kwestia zarabiania dużych pieniędzy kosztem najsłabszych. Nieproporcjonalność między zarobkami tych, którzy pracują najciężej, a tymi, którzy nimi zarządzają. Wreszcie nieunikniona zależność od innych, która przychodzi wraz z wiekiem.

Duchy wiatru” są harmonijnie skonstruowane, przemyślane w każdym szczególe. Nie da się ich czytać po łebkach. To znaczy można robić, tylko nie wiem po co. Szkoda marnować w ten sposób dobrą powieść. Lepiej przystosować się do jej tempa, dać się powoli wciągać do świata jej bohaterów i zastanowić nad naszym własnym. Czy czasem nie robi się za bardzo podobny do powieściowej rzeczywistości.

Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na wysoką jakość wydania książki. Cykl o Malin Fors to chyba jedyna seria kryminalna z tak przykuwającymi wzrok okładkami i w eleganckich obwolutach. Sam ich wygląd robi wrażenie.

2 komentarze :

  1. Również bardzo lubię Kallentofta - za styl, wyważenie i dobre podejście do społecznych problemów. Cykl o Malin Fors to moja ulubiona kryminalna seria, właśnie nadrabiam braki ze środkowych części, bo niefortunnie czytałam całość niezbyt po kolei. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam sporo do nadrobienia :)

      Usuń