środa, 9 grudnia 2015

Sigrid Rausing, Wszystko jest cudowne. Wspomnienia z kołchozu w Estonii



Sigrid Rausing, Wszystko jest cudowne. Wspomnienia z kołchozu w Estonii, tłum. Krzysztof Obłucki, wyd. Noir sur Blanc

Na początku lat 90. Sigrid Rausing, Szwedka mieszkająca i studiująca w Wielkiej Brytanii, pojechała do Estonii, niewielkiego państewka na krańcach Europy, które ni stąd ni zowąd pojawiło się na mapach po rozpadzie Związku Radzieckiego. Jej celem było zebranie materiałów do pracy doktorskiej z dziedziny antropologii społecznej. A konkretnie dotyczących pamięci i historii w odniesieniu do społeczności estońskich Szwedów. Czy raczej tego, co po nich zostało na półwyspie Noarootsi, dawnej radzieckiej strefie przygranicznej. „Wszystko jest cudowne” powstało dwadzieścia lat po tych wydarzeniach i jest w dużej mierze tym, czego autorka nie ujęła w swojej książce naukowej. Zbiorem wrażeń, opisów sytuacji czasem znaczących, niekiedy banalnych. Obserwacji dokonywanych niejako przy okazji, zapisków odtwarzanych na podstawie dziennika. Ale też wzbogaconych faktami historycznymi, o których większość Europejczyków ma raczej nikłe pojęcie, nie wyłączając Polaków.

Rausing tropi ślady historii – tej jeszcze niedawnej, naznaczonej panowaniem Związku Radzieckiego oraz tej dotyczącej estońskich Szwedów, w większości wywiezionych podczas drugiej wojny światowej do nieznanej sobie ojczyzny. Kątem oka dostrzega przemiany, które przyszły do Estonii z nastaniem niepodległości. Nie tylko te spektakularne, ale też drobne, wpływające na codzienność mieszkańców byłego kołchozu, gdzie przyszło jej uczyć języka angielskiego. To tu widzi ważność rekwizytów, takich jak książki czy puste opakowania po zagranicznych kosmetykach. Oraz specyficzną równość, jaką charakteryzują się ci, którzy nigdy nie mieli możliwości, by rzeczywiście wpływać na swój los.

Treść „Wszystko jest cudowne” przypomina swoisty miszmasz, który oddaje wielopłaszczyznowość egzystencji autorki w tym szczególnym dla niej okresie, jakim był dla niej pobyt w mało znanym państewku tuż po politycznych wstrząsach. W dodatku miał on miejsce przede wszystkim na jego obrzeżach, w miejscu, które zasługuje na miano zapadłej dziury. To dziwna, ale na swój sposób wciągająca narracja, którą Sigrid Rausing próbuje oddać najróżniejsze odczucia. I wiedzę, którą wtedy posiadła, by po latach skonfrontować ją z inną, współczesną Estonią.

Podoba mi się u Sigrid Rausing wyostrzony zmysł obserwacji, pozorny brak celowości i momenty zawieszenia, które nie muszą przynosić niczego konkretnego. I te chwile, gdy estońska rzeczywistość nagle przenosi ją do wspomnień z dzieciństwa spędzonego w Szwecji. Wreszcie ten niezamierzony przez autorkę efekt, gdy - czytając o Estonii lat 90. i wcześniejszych - polski czytelnik może dokonywać porównań w doświadczeniach naszych krajów, jakie zafundowało nam ZSSR. To wszystko sprawia, że trudno mi jednoznacznie zaklasyfikować książkę Rausing. Co jednak nie przeszkadzało mi w lekturze. Raczej fascynowało to niecodzienne połączenie ulotności treści osobistych i konkretnych faktów. Jak widać równie ważnych z punktu widzenia autorki, skoro po latach powróciła do tamtych przeżyć.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz